Osiedla robotnicze

0 Od kilku lat włóczę się po osiedlach robotniczych, uwielbiam ich klimat i ludzi, chociaż z ludźmi czasami bywa niebezpiecznie i należy uważać w jaki kąt podwórza się wchodzi. Na szczęście jak do tej pory nic niebezpiecznego mnie nie spotkało, i mam nadzieję, że tak pozostanie :]

Z biegiem czasu zrobiłam się coraz bardziej zuchwała, w wielu miejscach już mnie znają przez co zaczepiają i nierzadko zapraszają do swoich domostw.
Za każdym razem, kiedy zabieram aparat i wybieram się na osiedla odkrywam ich nową warstwę, są jak cebula, należy się wgryźć, ale wpierw i oswoić, i przede wszystkim dać się poznać mieszkańcom, którzy na początku są podejrzliwi i dociekliwi, w końcu wchodzi ktoś obcy na ich teren i stara się zajrzeć w jak najgłębszy zakamarek. Te miejsca mają swoje rytmy, inaczej jest o świcie, kiedy ludzie się budzą, słychać gwizdki czajników, wychodzą sprzątacze i ludzie do pracy. Inaczej jest przed południem w ciepłe dni, kiedy na place wychodzą matki z dziećmi, inaczej popołudniami i wieczorami, również dni tygodnia mają swoje rytuały.

Uwielbiam ten dreszczyk emocji, kiedy wchodzę na często już stare i zapyziałe klatki schodowe, które mogą się wydawać całkowicie nieciekawe i niegodne uwagi, mnie fascynują, bo przenoszą w inną rzeczywistość bądź jej namiastkę z dawnych lat. Bywa tak, że bacznie się rozglądam i przyglądam, i zatrzymuję wzrok na jakiś drzwiach, nie potrafię tego nazwać, ale coś ten wzrok właśnie na te a nie inne drzwi kieruje, pukam i zagaduję mieszkańca, na początku jest szok, strach, pewnie patrzą na mnie jak na dziwaczkę, z mojej strony też jest niepewność i lekkie speszenie, ale to się opłaca, jeszcze nigdy mi nie odmówiono i praktycznie zawsze zostaję zaproszona do mieszkania, gdzie poznaję nową historię i nowe jakże ciekawe kąty, których nie uświadczę w nowych domach i blokach, klimat jest nie do podrobienia.

Za każdym razem, mimo, że to już jest kolejny rok moich przechadzek w tego typu miejscach muszę przełamać swoją nieśmiałość a czasami nawet wycofanie i ruszać do ludzi otwierając się przed nimi, bo kiedy dopadnie mnie spięcie praktycznie nie mam fotografii, ludzie wyczuwają bardzo nastawienie drugiego człowieka, niesamowite uczucie, kiedy niepostrzeżenie zostaję zaakceptowana i często wpuszczana w intymny świat mieszkańców i ich opowieści.

Dzisiaj zamieszam zlepek paru fotografii, na razie bez ludzi, bo nie zawsze chcę mieć ludzi na zdjęciach, lubię te podwórza również posępne i zagadkowe, gdzie nie widać ich mieszkańców, ale czuć ich obecność…























A to ja :]




Ostatnio natknęłam się na bardzo ciekawy reportaż dotyczący podwórka w Nowej Hucie, warto posłuchać :] Alfabet nowohuckiego podwórka

Brak komentarzy