Katarynek czar

0




Miałam dzisiaj okazję pierwszy raz widzieć i słyszeć na żywo katarynkę. To zapominany już w naszych czasach, lecz bardzo wdzięczny dla ucha instrument.



Katarynkę wynalazł w 1702 roku w Niemczech G. Barari z Moderny. Katarynka była instrumentem wędrownych grajków, którzy przygrywali na nim do XX wieku. Przed II wojną światową w miastach i na jarmarkach było podobno tak wielu kataryniarzy, że się wręcz nie mieścili. Jak podają źródła w samej Warszawie było470 katarynek na 360 ulic. Natomiast w Londynie było tak wielu grajków, że dyskutowano w parlamencie o dopuszczalnej odległości między kataryniarzami. Po wojnie tradycja kataryniarzy wyginęła.







Polska nazwa Katarynki pochodzi od laleczki zwanej Katarzynką, obracającej się w rytm melodii.







Katarynkę wprawia się w ruch za pomocą korby, która uruchamia miech oraz tak zwany mechanizm rozdzielający. Jest określana jako grające pudło i należy do instrumentów z grupy aerofonów z piszczałkami wargowymi. Korba nakręca taśmę i miech, który produkuje strumienie powietrza, mieszek, który jest zwany małym balonikiem jest napompowywany i blokuje głównemu strumieniowi drogę do piszczałki. W tym momencie dziurki w taśmie uwalniają powietrze z mieszków a główny strumień dociera do piszczałki i katarynka wydaje dźwięk.







W katarynce najważniejszy jest sposób zapisania melodii, która jest odtwarzana za pomocą kręcenia korbą. Pierwszym rozwiązaniem był "walec melodyczny", na którym melodie były "nabijane" sztyftami, mostkami i zaczepami. Walec obracając się tymi zaczepami podnosił odpowiednie dźwignie, i powietrze szło do piszczałek. Wyprodukowanie takiego walca było bardzo kosztowne, ponieważ mieściło się na nim tylko kilka melodii. Walec wyglądał dosłownie jak jeż, wykonany był niezmiernie precyzyjnie. Dzisiaj w Europie jest może ze trzech specjalistów, którzy jeszcze potrafią wykonać taki walec. 150 lat temu wynaleziono inny sposób zapisu melodii: najpierw sklejane w harmonijkę perforowane tekturki, potem perforowana taśma papierowa. Powietrze przechodząc przez dziurki, tworzące linie odpowiadające dźwiękom, otwiera zaworki i reszta powietrza trafia do piszczałek. Dzięki temu sposobowi można na każdej katarynce odtwarzać dowolną ilość melodii. Melodie „zapisywano” też na blaszanych talerzach, podobnie, jak w dużych pozytywkach, jednak ten sposób się nie upowszechnił.













Granie na katarynce wcale nie jest takie proste jak może się wydawać. Granie wymaga wielkiej precyzji i bywa czasochłonne, aby zagrała odpowiednia piszczałka potrzebne jest sterowanie poprzez zawór.











Katarynki są produkowane do dzisiaj. Nośnikiem melodii zamiast taśm są "czipy" elektroniczne, na których mieści się do kilku tysięcy melodii. Z zewnątrz, dla widza są praktycznie nie do odróżnienia od starych katarynek.

Brak komentarzy